Mam nadzieję, że to, co napiszę, okaże się dla kogoś przydatne. Na Notino jest niepoprawne tłumaczenie, które wprowadza w błąd. Polowałam na ten „perfumowany”, droższy krem Eight Hour. Wcześniej używałam wersji podstawowej (jestem bardzo zadowolona). Spodziewałam się, że krem „perfumowany” będzie miał rzeczywiście jakiś ładny dodatkowy zapach, inny niż znany mi z wersji podstawowej intensywny, ziołowy zapach przypominający nieco maść. Mówiąc wprost, spodziewałam się zapachu jakichś perfum . :D Okazuje się, że należałoby przetłumaczyć to jako „krem o mniej intensywnym zapachu” (na opakowaniu jest zresztą „lightly scented”), a nie „krem perfumowany”. Czyli krem w droższej wersji jest raczej POZBAWIONY ZAPACHU. Jest to pewnie fajne dla osób, które nie lubią tego ziołowego zapachu przypominającego maść. Ja go akurat lubię i czuję się nieco rozczarowana. Na pewno nie kupię więcej wersji droższej. Sam krem bardzo dobrze robi skórze. Jest jak opatrunek, który nakładam na noc na krem przeciwzmarszczkowy. Na dzień zupełnie się nie nadaje, bo się mocno lepi (to w zasadzie maść witaminowa z wazeliną i kwasem salicylowym), ale rano skóra jest po nim super. Fun fact: to był ulubiony krem Królowej Elżbiety, używała go też księżna Diana. Królowa podobno bardzo serio podchodziła do codziennego wcierania tego kremu. :D