W dzisiejszym artykule postanowiłem zabrać Was w podróż do wysuniętego najbardziej na zachód kraju Europy. To ojczyzna żeglarzy, słynnego piłkarza Cristiano Ronaldo oraz jednych z najbardziej znanych na świecie win. Nie mylicie się, chodzi o Portugalię. Chciałbym Wam przedstawić nowość kosmetyczną pochodzącą właśnie z tego kraju, a dokładniej z miasta Porto, które znane jest na świecie z produkcji słodkiego wina deserowego o tej samej nazwie. Stare miasto (Ribeira) zostało zapisane na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, nic więc dziwnego, że w ostatnim czasie Porto stało się jedną z najchętniej wybieranych destynacji przez turystów. Teraz dzięki notino.pl możesz poczuć atmosferę miasta na własnej skórze, wybierając kosmetyki Castelbel, a zwłaszcza jej ekskluzywną linię Portus Cale. Skąd taka nazwa? Oznacza ona dosłownie „Port Cale“ i była to pierwotna nazwa miasta Porto, która później dała nazwę całemu państwu – Portugalii.
Początkowo marka koncentrowała się przede wszystkim na ręcznej produkcji ekskluzywnych mydeł, do których później dołączyły inne kosmetyki do pielęgnacji ciała, perfumy oraz świece zapachowe o ciekawym designie. Stosowanie starannie wybranych składników, tworzenie oryginalnych kompozycji zapachowych oraz luksusowy design okazały się naparwdę słusznym wyborem. Dziś aż 80% produktów tej marki eksportowanych jest zagranicę. Osobiście miałem okazję przetestować trzy produkty marki z męskiej kolekcji Black Range. Te same produkty może wygrać ktoś z Was w naszym konkursie. Jeśli żałujecie, że do wygrania są kosmetyki dla mężczyzn, mamy coś na pocieszenie. Linia Portus Cale obejmuje również kosmetyki dla kobiet z podkolekcji Rosé Blush. Zostaną one wkrótce przetestowane przez moją koleżankę i również będziecie mieli okazję je wygrać. Jesteście ciekawi, jak wypadły w testach kosmetyki Castelbel?
Już dłuższy czas zajmuję się testowaniem kosmetyków dla mężczyzn i muszę powiedzieć, że jestem coraz bardziej wymagający. Liczy się dla mnie już nie tylko jakość, jaką deklaruje marka, ale również coś więcej – coś, co by mnie pozytywnie zaskoczyło. Innymi słowy, jakaś wyjątkowa cecha produktu, która sprawi, że utkwi on w mojej pamięci, a ja z chęcią będę dany produkt polecał. Gdybyście mnie teraz zapytali, co kupić mężczyźnie w prezencie, żeby go zaskoczyć, bez wahania odpowiedziałbym, że kosmetyki Portus Cale. Dlaczgo? Nie tylko świetnie dzialają, ale także rewelacyjnie wyglądają, i to do tego stopnia, że długo musiałem przekonywać się do rozpakowania mydła – tak było mi żal tego opakowania. Samo mydło jest w dość nietradycyjnym, czarnym kolorze, który daje wrażenie luksusu. Jest ono ręcznie zapkowane w dobrej jakości papier kredowy i przewiązane czarną, jedwabną wstążką. Design męskiej kolekcji opiera się na klasycznym połączeniu czerni i srebra, i wywodzi się od tradycyjnych i typowych dla miasta ozdobnych płytek ceramicznych, tzw. „azulejos“.
Mimo, że mydło waży aż 250 g, dobrze trzyma się je w dłoni. Tworzy naprawdę bogatą pianę, a dzięki zawartym w nim olejkom roślinnym odpowiednio nawilża skórę. Jego zapach dość długo po myciu pozostaje na skórze. Podobnie jest z mydłem w płynie do dłoni i ciała, choć mam wrażenie, że jego zapach utrzymuje się na skórze krócej. Zapewne jest to związane z jego konsystencją oraz ilością, jaką stosujemy (wydaje mi się, że do mycia zużywamy mniej mydła w płynie niż w kostce). Wszystkie kosmetyki z linii Black Range mają taką samą linię zapachową, którą możecie się w pełni cieszyć, stosując wodę toaletową. W żadnym przypadku nie jest to zapach podobny do tych, których tysiące jest w drogeriach i sklepach osiedlowych. To perfumy cytrusowo-drzewne, które zawierają nuty mandarynki, grejpfruta i ananasa, dopełnione aromatem ambry, cedru, piżma, tytoniu, soli i alg.