Krem to podstawa Byłam jeszcze w szkole podstawowej, kiedy dostałam pierwszy krem. „Musisz się smarować. Rano i wieczorem, bo jak nie, to będziesz miała zmarszczki!“ Smarowałam się więc. I naprawdę nie wiem, czy zawdzięczam to uniwersalnemu niebieskiemu kremowi Nivea, od którego zaczęła się moja kosmetyczna przygoda, ale zmarszczki do dziś trzymają się ode mnie z dala. I choć zmieniłam już krem, wciąż starannie się smaruję.
Pomalowałaś się? Zmyj makijaż! Makijaż musiałam zmywać za każdym razem, nawet jeżeli użyłam tylko tuszu do rzęs. Mama ostrzegała mnie, że w przeciwnym razie rzęsy mi się zniszczą, połamią. Wyobrażenie połamanych rzęs było dla mnie bardzo motywujące! Zasady tej przestrzegam do dziś, choć wody do demakijażu zamieniłam na naturalną, zmysłową wodę różaną.
Włosy umyj pokrzywą Przez całe moje dzieciństwo na krawędzi wanny stał zwykły szampon pokrzywowy. Nie podobał mi się, nie podobało mi się też mycie w kompocie z pokrzyw. Chciałam mieć pachnące włosy, a nie takie, które „śmierdzą” jak siano! Dopiero po latach odkryłam, że to właśnie pokrzywa działa najlepiej na przetłuszczające się włosy. Dowiedziałam się też, że ocet dodaje blasku, a żółtka są najlepsze na suche „strąki”. Wyposażona w taką wiedzę codziennie stosuję szampon pokrzywowy Klorane, który jest dostępny również jako suchy szampon!